Ostatni weekend to czas
pierwszego plewienia lawendy. Krzaczki bardzo się wzmocniły. Ostatnie deszcze sprawiły, że ziemia na polu stała się jedną wielką skorupą.
Już widać namacalnie, w praktyce, co najmniej
dwie mocne zalety sadzenia lawendy na pryzmach:
- podczas intensywnych deszczy lawenda zawsze była wyniesiona ponad poziom zalania - gdyby stała w wodzie, bardzo szybko by zgniła;
- przy pieleniu pryzmy okazały się znacznie wygodniejsze niż płaski teren, co ma znaczenie przy pieleniu dużych obszarów.
Może pojawić się pytanie - czy aby woda
nie wymywa zbytnio gleby z takich pryzm? Teoretycznie, tak, jest to zagrożenie, natomiast ja widzę więcej zalet niż wad. Swoją drogą uprawa wzdłuż stoku też nie spotkałaby się z aprobatą teoretyków, natomiast
spadek naszego pola nie jest aż tak duży, aby te czynniki miały naprawdę mocne uzasadnienie przy kształtowaniu plantacji. Wszak przez wiele, wiele lat na tym polu są uprawiane ziemniaki, właśnie
wzdłuż stoku, a ja nie widzę śladów erozji. Stok po prostu ma
zbyt małe nachylenie, aby te zagrożenia miały rację bytu, ot co.